Myślałem, że nie będę miał doświadczeń, które pozwolą mi na napisanie tego tekstu, ponieważ zawsze staram się przewidywać następstwa swoich ruchów. Taaaa… staram się. Starania to za mało, ale czasu już nie cofnę i muszę wypić to nawarzone piwo. Na szczęście żadna katastrofa z powodu moich poczynań nie została spowodowana i globalny kataklizm nam nie grozi. Śmiem twierdzić, że znajdą się nawet tacy, którzy bedą się cieszyć z mojego błyskotliwego posunięcia. 

Ostatnio stwierdziłem, że zrobię upgrade sprzętu komputerowego. Chcę, żeby moja praca była przyjemniejsza i bardziej komfortowa. Decyzja zapadła i z jej pojawieniem się pomyślałem, że nakręcę materiał o tym dlaczego przesiadłem się na sprzęt spod znaku ugryzionego jabłka. Jest pomysł, trzeba go zrealizować. Super! W międzyczasie, skoro zaplanowałem zakup nowego sprzętu, to stary powędrował na portal aukcyjny. Tak naprawdę wystawiłem go żeby zbadać rynek, żeby dowiedzieć się czy jest zainteresowanie małymi komputerami ze stajni Apple'a, które w 2014 doczekały się ostatniej aktualizacji i przy okazji kastracji. Mini Mac- najtańszy i najmniejszy komputer stacjonarny firmy z Cupertino został kastratem. 

Mój komputerek była to wersja Late 2012 i posiadał całkiem przyjemną konfigurację. Najlepsze dostępne serce w tym kompie, czyli czterordzeniowy procesor Intel Core i7 2,3 GHz (Turbo Boost do 3,3 GHz) z 6 MB pamięci podręcznej L3 oraz 16GB ramu czyli maximum jakie można było do Miniaka upakować. Na grafikę nie miałem wpływu, więc Intel HD Graphics 4000 musiało wystarczyć i jedyne co jeszcze mogłem zrobić to wpakować dysk SSD, ale technologia Fusion Drive, czyli połączenie dysku HDD i SSD w jeden dysk logiczny sprawdzała się bardzo dobrze, więc porzuciłem ten zamiar. W 2014 czyli wersji (Late 2014) zabrano z procesorów i7 dwa rdzenie, odświeżono trochę grafikę i w zasadzie to wszystko. Iście mistrzowskie posunięcie. Nadmienię tylko, że przy obróbce wideo dużo przyjemniej pracuje się na większej liczbie rdzeni. Z tego powodu szukając Miniaka czekałem na wersję roku kiedy to mistrzostwa Europy w piłce nożnej były rozgrywane u nas i naszych wschodnich sąsiadów. Oczywiście, że na słabszym zestawie też można to robić, ale dbając o swój komfort pracy chciałem do tego użytkować odpowiednio skrojony sprzęt.

Cena jaką ustawiłem za komputer sprzed 5 lat nie należała do najniższych. Aukcja była, jak to wcześniej wspomniałem, badaczem rynku. Ten zabieg miał mi dostarczy wiedzy na temat tego jakie jest zainteresowanie produktem. Szczerze? Odzew nijaki. Ani jednej wiadomości, zapytania, trochę przeglądających i tyle. Po dwóch dniach od wystawienia, zostałem zaskoczony. Sprzedany w środę w nocy. W czwartek wstałem bardzo wcześnie, wyczyściłem kompa dla nowego właściciela, zapakowałem i zamówiłem kuriera. Niestety z kurierem znowu przeprawa, praktycznie taka sama jaka opisałem w KURIER ŚMIERCI, tylko tym razem poszło o odbiór, a nie dostarczenie. Masakra! W każdym razie od czwartku jestem bez komputera stacjonarnego, a mój Air raczej służy do prac biurowych (e-maile, www, pisanie tekstów) a nie do projektów video. Skoro jednak zrodziła się potrzeba, to wskoczyłem do sklepu internetowego, skonfigurowałem wcześniej upatrzoną nową maszynę, wymieniłem kilka zdań z handlowcem i wreszcie zadzwoniłem do Mikołaja z Leason, żeby ustalić formę finansowania. Wszystko dograne. Zamówienie jest, kasa jest i GONG jest!. Kubeł zimnej wody na mnie spłynął. Nie doczytałem, że podstawowe wersje są dostępne na magazynie, ale wersje rozbudowane trzeba specjalne zamawiać i komputery są  dopiero sprowadzane, a czas realizacji wynosi od 3 do 4 tygodni. SZACH, a raczej iSZACH.

Poczułem się jak w partii szachów, w której mój król jest zagrożony zabiciem w kolejnym ruchu przeciwnika, tylko czekającym na zadanie ostatecznego ciosu.

W tym momencie nie pozostaje mi nic innego jak cierpliwie czekać na przesyłkę, a Aira przetestować do montażu jakiegoś mało skomplikowanego materiału. Życie i nauka na przyszłość. Trzeba czytać z uwagą umowy, informacje jakie wyskakują na stronach internetowych podczas zamawiania danego produktu, niby mało odkrywcze i sam o tym wiem, a klasowo dałem się wychujać. Niczego nie mogę zarzucić osobie z którą ustalałem szczegóły. Pewnie jakbym zadzwonił z zapytaniem i był osobą całkowicie nieuświadomioną w kwestii nabywanego sprzętu (przecież byłem przekonany, że jest inaczej), to istnieje szansa żebym się dowiedział o zajebiście długim czasie realizacji zamówienia.

W tekście nie podaję szczegółów zamówienia, bo to zrobię juz na YouTube. Chcę nagrać unboxing i wstępną prezentację urządzenia, a także materiał o samej konfiguracji sprzętowej. Zanim jednak to się wydarzy do sieci trafi (mam nadzieję) materiał porównawczy PC z Macem, wyjaśniający dlaczego jeden z nich mnie męczy.

iSZACH i MAT