Schemat poranka, niczym idealny plan powtórzył się po 24 godzinach od poprzedniej jego realizacji. A co wchodzi w jego skład? Jakie są elementy schematu? Wstaję, toaleta, szklanka wody z nasionkami, opcjonalnie dokonuję pomiaru wagi, następnie przywitanie z żoną i synkiem. Po tych czynnościach wskakuję pod prysznic, a po kilku chwilach uciekam do pracy, więc i to mogę śmiało wpisać w poranną, cykliczną procedurę. Zapewne też tak macie, ale nie nad tym chcę się rozwodzić. Postanowienia i uzależnienia to temat na dzisiaj. 

Z rana się zważyłem i ten elektroniczny skurwysyn niczym magiczne zwierciadło z bajki o Królewnie Śnieżce powiedział mi prawdę. Bynajmniej nie chodziło mi o to kto jest najpiękniejszy na tym świecie, albo najszczuplejszy, czy też najbardziej wysportowany. Chciałem wierzyć, że po wczorajszych zapiekankach zwanych pieszczotliwie zapierdalankami  (termin ten do mojego słownika wprowadził Sebastian z BBBcomp) moja waga dalej będzie przeze mnie do zaakceptowania. Waga jednak niczym świadek składający przysięgę przed Sądem Najwyższym wyznała całą prawdę. Urządzenie dokonujące pomiarów mojego ciężaru było niczym Max Kolonko, który mówi jak jest. A waga powiedziała mi że jest grubo, ciężko, czyli jak dla mnie powyżej 91kg. Już dawno temu mówiłem sobie, że jak ponownie przekroczę 88 kg to coś muszę zmienić w swoim życiu i zapewne padnie na jadłospis.

Każdy ma jakieś uzależnienia, które bezpieczniej są nazywane przyzwyczajeniami, bo określenie to nie niesie ze sobie tak negatywnego ładunku znaczeniowego. Uzależniony to jest alkoholik, który codziennie żyje po to żeby mieć w swoim krwiobiegu substancję uatrakcyjniającą percepcję otaczającego świata, powodującą znaczne obniżenie wymagań życiowych, przyczyniającą się do poczucia szczęścia. Nie sposób to kwestionować, skoro nawet są dowcipy o tym, że po gorzole, albo kilku piwach w klubach zaczyna się pojawiać coraz więcej ładnych kobiet.

Idźmy dalej. Palacz, i nie chodzi mi tutaj o kolesia z Tytanika, który dorzucał węgla do ognia by silniki pracowały, ale o osobę, która upodobała sobie wciąganie nikotyny i innych tego typu substancji. Papierochy, czy e-fajki nie są dla mnie, szkoda zdrowia i kasy. Okazjonalnie to sobie mogę cygaro popykać, najlepiej przy szklaneczce whisky, albo zapalić jakąś przyjemną owocową bądź kawową fajkę wodną. Zaznaczam, że jeżeli ma to nastąpić, to jest to bardzo okazjonalne i z góry zaplanowane. Kiedyś lata temu rozmawiając z kumplem usłyszałem z jego ust mądre spostrzeżenie. Nałóg jest wtedy, gdy z rana mówię sobie, że juz nie palę, a potem kupując bilety komunikacji miejskiej w kiosku, odruchowo płacę za nie i paczkę fajek. Myślę, że wielu osobom jest to bliskie zachowanie.

Odnośnie dragów nie jestem żadnym ekspertem, to i rozpisywać się nie będę w tym temacie, choć zawsze mógłbym się uruchomić czy powinno się je zalegalizować, czy bezwzględnie podtrzymać dotychczasowe stanowisko państwa w tej spawie, ale tego nie zrobię. Nadmienię tylko, że budżet kraju mógłby jednak skorzystać na pewnych rozwiązaniach.

Alkohol, tytoń i narkotyki to takie 3 podstawowe uzależniające używki co do których szkodliwości nie ma dyskusji. Jest też masa innych, które niewinnie chowają się w worze z napisem "lubię". Wiele osób twierdzi, że lubi kawę. Mała czarna to przecież nic złego. Jasne, ale czy aby na pewno mogę tak powiedzieć sięgając po siódmą filiżankę? Znam takie osoby i one nie są na etapie "lubię kawę". Funkcjonowanie takich wielbicieli palonych ziaren kawowca podchodzi pod uzależnienie. Ja sam lubię kawę. Lubię ja pić i się nią delektować. Przerabiałem wszystkie warianty w jakich się przeważnie serwuje kawę; z mlekiem, z cukrem, z mlekiem i z cukrem, aż w końcu przerzuciłem się na czarną. Tylko w takiej wyczuwam prawdziwy aromat i smak. Uwielbiam gorącą, czarną jak smoła kawę w dobrym gronie. Najlepiej smakuje mi po pracy w domowym zaciszu, gdy pije ją wspólnie z żoną. Kiedyś może i synek będzie chciał się jej napić ze „starymi” (pewnie wtedy będzie jakieś inne, bardziej wyszukane określenie na wapniaków zwanych w aktach prawnych rodzicami). Nie potrzebuję jej na rozruch, ani na podtrzymanie funkcji życiowych, no chyba że mam zarwaną noc, a powieki trzeba jakoś podnieść by zmierzyć się z nowym dniem.

A skąd w ogóle myśl by o tym pisać? Ano z rana jak zobaczyłem te 91kg, to powiedziałem sobie w sobie, jak Czesiu w Czesiu, że pierdole te węglowodory, prawie jak bohater skeczu Paranienormalnych. To one są odpowiedzialne za to, że przybieram na wadze. Przecież biegam, jeżdżę na rowerze, a jednak ciągle jest mnie więcej. Fakt, że pompek, przysiadów nie robię, a i machanie kettlem poszło w odstawkę. Chyba muszę do tego wrócić. Tak, jestem uzależniony od cukru, od czekolady, od słodyczy, od pyszności, od węglowodanów. A napisałem to będąc pod wpływem 5 sztuk pysznego ptasiego mleczka z nadzieniem wiśniowo-śmietankowym. Idę pobiegać.